sobota, 16 marca 2013

Mój pierwszy półmaraton


II SAMSUNG Półmaraton w Szamotułach
21.10.2012

Był piękny wrześniowy dzień, kiedy to zapisałam się na swój pierwszy półmaraton. Decyzja o starcie  zapadła spontanicznie, w zasadzie dopiero jak zobaczyłam swoje nazwisko na liście startowej zaczęłam się zastanawiać CZY dam radę i JAK ja to zrobię :) Podekscytowanie mieszało się ze strachem, z przewagą tego drugiego. Dodam, że to miał być mój pierwszy start w zawodach w ogóle, dlaczego na początek wybrałam półmaraton? Nie wiem, kompletnie się nad tym nie zastanawiałam.

Miałam mnóstwo obaw, głównie z tego względu, że biegałam dopiero niecałe pół roku, a mój najdłuższy dystans liczył 12 km, czyli do pokonania 21 km brakowało mi całkiem sporo. Ponadto start miał się odbyć za półtora miesiąca, więc nie było czasu na zrealizowanie planu treningowego, przygotowującego do startu na takim dystansie. W tamtym czasie nie znałam ani Kobiety Biegają ani Night Runners, nie mogłam więc liczyć na wskazówki bardziej doświadczonych biegaczy.

Rozpoczęłam przygotowania, którym od początku towarzyszyły problemy z kolanem – nie będę pisać o szczegółach, bo to temat na osobnego posta. W telegraficznym skrócie: mam odpoczywać, nie biegać przez co najmniej 3 tyg. (połowa czasu, który miałam na przygotowania) i ćwiczyć wg zestawu ćwiczeń, który dostałam. Ostatecznie, na 5 dni przed startem, problemy z kolanem okazały się niegroźne, ale z ich powodu praktycznie nie mogłam się porządnie przygotować do półmaratonu. Łącznie we wrześniu przebiegłam 46 km, w październiku (nie licząc "połówki") - 47 km, a mój najdłuższym dystansem nadal było 12 km.
Gdyby nie mój mąż, który zdecydował, że dostosuje tempo do mojego, żebyśmy mogli pobiec razem, to prawdopodobnie zrezygnowałabym z udziału w półmaratonie. Wobec nowych okoliczności, postanowiłam wystartować :) Miałam dwa założenia: ukończyć w limicie czasu (który wynosił 3h), nie przybiec jako ostatnia.

Tyle tytułem wstępu, przejdźmy do samego biegu.

W przeddzień startu pojechaliśmy odebrać pakiety startowe, w tym czasie odbywało się pasta party, na które poszliśmy – w końcu to pierwsza w życiu taka impreza :)
W pakietach startowych dostaliśmy:
- numer startowy z chipem
- kupon na pasta party i posiłek po biegu
- dziennik treningowy
- próbkę kremu rozgrzewającego mięśnie
- niespodziankę, którą stanowił wielofunkcyjny komin – nie wiem czy tak to się fachowo określa. To materiałowa „tuba”, która może być opaską, czapką, szalikiem, osłoną twarzy – zastosowanie ograniczone jest chyba tylko wyobraźnią użytkownika :)
- broszurki promujące Szamotuły
- koszulkę i medal – po ukończeniu biegu.

Pakiet startowy
Jutro start… Ubranie przygotowane, numer startowy przypięty, miejsce w kieszeniach rozplanowane; chusteczki, pomadka, batony, żele - są. Można położyć się spać. Tylko czy ja zasnę? Jedna owieczka, dwie owieczki, trzy owieczki… zasnęłam.

Rankiem zaskoczyła nas pogoda, temperatura ok. 6 stopni, bez deszczu, bez wiatru, ale była naprawdę bardzo gęsta mgła (pamiętam, że przez cały dzień lotnisko Ławica nie wypuszczało, ani nie przyjmowało samolotów). Ładnie się zaczyna, pomyślałam. Wyruszyliśmy ciut wcześniej, ponieważ nie wiedzieliśmy ile czasu zajmie nam podróż we mgle. Dojechaliśmy, na miejscu nie mieliśmy problemów ze znalezieniem startu – tłum biegaczy podążał w jednym kierunku :) Poczułam niesamowitą atmosferę, w powietrzu jakby unosił się zapach podniecenia i adrenaliny. Minuty przed startem ciągnęły się niemiłosiernie, tym bardziej, że start opóźnił się z powodu mgły. Niepokój powoli zamieniał się w podekscytowanie. Wtedy myślałam „dziwne uczucie”, teraz wiem, że przed startem po prostu tak jest :)

Strzał startera – to już.
Ruszyliśmy! 

Start
Bieg dzielę na następujące etapy:
1 – 8 km
Leciałam jak na skrzydłach. W ogóle nie poczułam jak to zleciało. Biegliśmy w kilkuosobowej grupce, rozmowy, żarciki, było miło, przyjemnie i… niestety za szybko – popełniłam częsty błąd taktyczny – dałam się ponieść i ruszyłam zbyt ostro.

To nie zła jakość zdjęcia - to mgła
9 – 16 km
Jeszcze „tylko dwie piątki” – dam radę. Już nie jest tak wesoło, zaczyna być nawet ciężko, zwalniamy, grupka się oddala.

Moje wsparcie biegowe :)
15 – 16 km
Gdzie jest punkt odżywczy? Muszę się zatrzymać na chwilę, coś wypić i zjeść batona, a przy okazji ciut odpocząć. Jeszcze „tylko” jedna piątka… Chyba mam kryzys, muszę na chwilę przejść do marszu. Maciej, biegnij do mety, nic się nie martw – przebiegłam 16 km, przebiegnę 5 km, ale muszę odpocząć.

Tu już nie było wesoło
17 – 20 km
Jak te kilometry się ciągną… Muszę przejść do marszu.
Po co mi to było? Muszę przejść do marszu.
Nigdy więcej! Muszę przejść do marszu.

Grunt to nadrabiać miną ;)
21 i meta
Ktoś z kibiców krzyknął, że mata już blisko, że to ostatnia prosta. Totalna euforia, przypływ energii, nogi dostały sił na finisz, nawet wyprzedziłam kilka osób! A po chwili to uczucie kiedy zakładają tobie pierwszy medal na szyję – bezcenne :)
UKOŃCZYŁAM PÓŁMARATON! PRZEBIEGŁAM 21,097 KM! Yeah! Jestem boska, jestem najlepsza, mogę wszystko! Kiedy będzie półmaraton w Poznaniu?

Kiedyś pisałam, że na metę zawsze wbiegam uśmiechnięta  - oto dowód
Na zakończenie dodam, że trasa to jedna pętla, 100% asfalt, bez podbiegów, oznaczona co kilometr, punkty odżywcze rozstawione co 5 km. Mgła natomiast okazała się bardzo „pomocna” – po pierwsze,  dzięki niej nie było widać długich prostych (które są charakterystyczne dla tej trasy), po drugie przyjemnie zraszała podczas biegu.

No i jeszcze jedna sprawa: mój pierwszy półmaraton udało mi się przebiec w czasie  netto 2:19:47 i nie byłam ostatnia.
Cele zostały osiągnięte :)

Debiutanci :)
Kibice :)
Podsumowując – było warto. Po drodze, zwłaszcza od 16 km nie było różowo, ale uczucie po przekroczeniu linii mety wynagradza wszystkie trudy. Jest to mój jedyny do tej pory półmaraton i jedyny taki dystans, ale już niedługo. 7.04.2013 startuję w półmaratonie w Poznaniu :) Znowu się boję ;)



13 komentarzy:

  1. Bardzo motywujacy post. " mogę wszystko" i pomyśleć, że z kibiców zostaliśmy biegaczami i razem z Toba powalczymy na polowce w Poznaniu. To chyba właśnie w Szamotulach Wam pozazdroscilam;)
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anuś, bardzo dziękuję :) Cieszę się ilekroć słyszę/czytam, że moje bieganie przyczyniło się do tego, że ktoś inny zaczął biegać :) Powodzenia 7.04 :)

      Usuń
  2. Dziekuje Tobie również!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie opisałaś te uczucia, Aguś. No i gratuluję wsparcia Męża! Żeby nieco ułatwić identyfikację mojej skromnej osoby, napiszę tylko, że byliśmy z M. kolegami z klasy. :) pozdrawiam wiesz, skąd. PS: dobra ta uwaga o mgle - widok dłuuugiej nuuuudnej prostej potrafi załamać, pamiętam, jak zdeprymowała mnie ul. Warszawska w Poznaniu podczas debiutu maratońskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)
      Powodzenia jutro! Na mgłę chyba nie możesz liczyć, ale może proste nie będą aż tak długie :)

      Usuń
  4. Bardzo fajny tekst, pozytywny :) Trzymam kciuki za Twój drugi, a mój pierwszy półmaraton!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Trzymam kciuki za Twój debiut! :)

      Usuń
  5. Gratuluję :) ja za swoją niechęcią do biegania nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiego dystansu do przebiegnięcia :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Powtórzę się, ale naprawdę Twoje posty inspirują do biegania :) Będę trzymała kciuki za 07.04 i czekam na relację :]


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosha, to miód na moje uszy :) Kciuki trzymaj - przyda się każda para!

      Usuń
  7. podobał mi się ten wpis, powodzenia 7.04 i do zobaczenia
    karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :) "Do zobaczenia" czyli też starujesz? Jeśli tak to również życzę powodzenia!

      Usuń

Serdecznie dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)