czwartek, 6 czerwca 2013

Biegi na Majorce

Gdy patrzę za okno, trudno mi uwierzyć, że zaledwie dwa tygodnie temu biegałam w pięknych okolicznościach przyrody i w promieniach słońca. Było to co prawda jakieś dwa tysiące kilometrów stąd, więc podobnych widoków naturalnie nie można się tutaj spodziewać (nie, że nie są piękne, po prostu są inne), ale pogoda na przełomie maja i czerwca powinna być dużo lepsza! Powinno świecić słońce i być ciepło. Tymczasem zimno, szaro, wieje i pada :/ I jak tu biegać Panie Premierze? ;)

No ale ja nie o tym… Koniec narzekania. Chciałabym przenieść się chociaż wspomnieniami do moich biegów na Majorce.

Udało mi się pobiegać trzy razy, za każdym razem w innym miejscu, a jednym z biegów był start w zawodach. Zawsze planuję biegać więcej podczas wyjazdów, ale jakoś mi nie wychodzi...

Pierwszy bieg zrobiliśmy po miasteczku, w którym mieszkaliśmy - Magaluf. Teren górzysty, było dużo stromych podbiegów i zbiegów, naprawdę można było się zmęczyć, zwłaszcza, że było bardzo ciepło. Wszystkie zawijasy widoczne na zdjęciu poniżej to podbiegi lub zbiegi.


Trasa biegu po Magaluf

Podczas tego biegu zwiedziliśmy okolicę, widzieliśmy przepiękne nowe wille z widokiem na morze. Mieszkać w takim miejscu to bajka! 
Osiedle na skarpie - widok z plaży


Wróciliśmy nadmorską promenadą, położoną tuż przy plaży. 
Niestety nie mam zdjęć z tego biegu, nie wpadłam na to, żeby zabrać choćby komórkę, nie wiedziałam, że to będzie ostatni bieg po Magaluf.


Drugi bieg to wycieczka biegowa z przylądka Cap de Ses Salines do pięknej zatoczki Calo des Marmols, do której nie da się w żaden sposób dojechać, można dotrzeć jedynie na własnych nogach.


Trasa do Caló des Marmols
Trasa w jedną stronę to 5 km, nie wszędzie można biec, nie pozwala na to niebezpieczna, kamienista nawierzchnia. 


Ścieżka biegowa ;)
W niektórych miejscach trzeba było naprawdę uważać
Widoki po drodze są  przepiękne! 


Lepiej nie robić kroku w tył ;)
Po drodze spotkała nas niespodzianka. Natknęliśmy się na całkiem spory wąwóz o stromych ścianach i głębokości około 10 m (wg Garmina), którego nie można było obejść dookoła. Trzeba było go opłynąć, co oczywiście nie wchodziło w grę, lub przejść przez niego. Myślałam, że to już koniec naszej wycieczki i pewnie gdybym była sama to zawróciłabym. Jednak wspólnymi siłami pokonaliśmy przeszkodę i poszło nawet całkiem sprawnie. W drodze powrotnej to już w ogóle była bułka z masłem :)


Wąwóz
Na koniec była nagroda - cel wycieczki czyli Calo des Marmols - bajeczne miejsce. Żeby nie było za łatwo, do samej zatoczki też można było dostać się jedynie stromym zejściem, wysokość również w okolicach 10 metrów. Jednak było warto! Na dole lazurowa woda i biały piasek, a najlepsze jest to, że mieliśmy ją tylko dla siebie :)


Widok podczas schodzenia.

Idący z przeciwnej strony mają łatwiej - powyżej widać schodki na skarpie po lewej... na które ktoś oczywiście MUSIAŁ wejść ;)





Na dole.
Poznajecie te głazy, które na poprzednim zdjęciu wyglądają jak malutkie kamyki?


Raj na ziemi :) No tak, jednak to niezupełnie nagroda na koniec. Jesteśmy dopiero w połowie wycieczki, teraz trzeba wrócić :)

Ostatnim biegiem były zawody V Coursa del Set i Mig, na dystansie 7,5 km w, miejscowości Llucmajor. To nasze pierwsze zagraniczne zawody!
Początkowa i końcowa część trasy biegła uroczymi uliczkami Llucmajor, w większości jednak biegliśmy przez pola :) Przez jakieś 2 km trzeba było bardzo uważać pod nogi, ponieważ nawierzchnia, mówiąc najdelikatniej, nie była asfaltowa ;) W połowie trasy znajdował się punkt odżywczy z wodą. 


Trasa biegu
W biegu wzięło udział ponad pięćset zawodników. Wyobraźcie sobie, że nie było ani jednego toi toia! Jak pytałam organizatorów gdzie są toalety to patrzyli na mnie jakbym pytała o drogę na Marsa! W końcu jedna pani poszła gdzieś zapytać, po czym skierowała mnie do pobliskiego baru, w którym była JEDNA toaleta. Nie muszę mówić ile stałam w kolejce... Na szczęście zdążyłam na start ;) Generalnie jednak nie czepiam się organizatorów, Hiszpanom mogę naprawdę wiele wybaczyć. Atmosfera była cudowna - to najważniejsze.

Przed startem


Po prawej biuro zawodów :)
Biegł poszedł nam bardzo dobrze, wykręciłam najlepszy do tej pory czas na takim dystansie - dotychczas udawało mi się uzyskać tempo 5:40 min./km jedynie na dystansie 5 km :)

Po biegu
Posiłek regeneracyjny
Jest to bieg charytatywny, dochód przeznaczony był... nie bardzo zrozumiałam dla kogo... coś z lekarzami i pacjentami po przeszczepach, z tego względu niestety nie było medali, załapaliśmy się jednak na pamiątkową koszulkę dla pierwszych trzystu zgłoszeń :)


Ach... Majorkańskie klimaty... Już tęsknię!
Ale jest nadzieja - wrócę tam w październiku na maratoński debiut mojej drugiej połówki! Ja jeszcze nie wybrałam dystansu dla siebie - zastanawiam się czy półmaraton czy 10 km.




3 komentarze:

  1. Szczęściara, zazdroszczę nie tylko widoków ale i miłości do biegania. Jak jakbym chciała, żeby moje nogi były bardziej chętne to biegania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apetyt rośnie w miarę jedzenia - znasz to? Z bieganiem jest tak samo, trzeba tylko zacząć! :)

      Usuń
  2. Widoki obłędne.
    Sezon wakacyjnych wyjazdów u Ciebie w pełni :) Fajnie, bo można wejść do Ciebie na bloga i podładować akumulatorki :], bo energii już powoli brakuje :/

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)