piątek, 4 marca 2016

Smoothie z mango i kokosem

Na podwieczorek zrobiłam smoothie z tego, co akurat znalazłam w spiżarni i lodówce. Wyszedł przesmaczny, więc dzielę się z Wami recepturą: :)

Składniki (dla dwóch osób):
- 500 ml kefiru 
- 1 mango
- 1 łyżka miodu rzepakowego
- 1 łyżka wiórków kokosowych

Przygotowanie:
Mango obrać ze skórki, pokroić. Wszystkie składniki wrzucić do blendera i miksować ok. 2 minut. Przelać do szklanki i wypić 😊


niedziela, 1 lutego 2015

Schab suszony w ziołach

Kto mnie trochę czyta, ten wie, że dużą wagę przywiązuję do zdrowych i naturalnych składników, zwłaszcza jeśli chodzi o pożywienie. Starannie dobieram to, co ląduje na moim talerzu. Do tej pory starałam się unikać wędlin, kupowałam je bardzo rzadko, ze strachu przed tym co naprawdę siedzi w środku. 
Na szczęście jakiś czas temu, razem z mamą odwiedziłam moją ciocię, która swoje dzieciństwo spędzała u rodziny na wsi. Do teraz pamięta wędliny, suszące się w komórce - nie mylić z telefonem ;) Na szczęście zapamiętała też pewien przepis na schab suszony w ziołach, którym mnie poczęstowała (schabem i przepisem). Wypróbowałam sama, polecam i dzielę się z Wami :) Nie sądziłam, że samemu w domu można przygotować tak smaczną wędlinę.

Schab suszony w ziołach


Składniki:
- 1 kg schabu bez kości
- 35 g soli
- 1/2 łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu
- 2 łyżki majeranku
- 1 łyżka tymianku
- 1 łyżka cukru (daję brązowy)
- 6 ziarenek ziela angielskiego
- 2 łyżeczki ziaren kolendry
- 5 ząbków czosnku
- 5 ziarenek jałowca
- 3 liście laurowe

Przygotowanie:
Ziele angielskie, kolendrę, jałowiec rozcieram w moździerzu, przesypuję do miseczki. Następnie do moździerza wsypuję majeranek, tymianek i pokruszony liść laurowy, rozcieram, przesypuję do miseczki. Dodaję cukier, sól, pieprz, przeciśnięty przez praskę czosnek i mieszam porządnie wszystkie przyprawy.

Mięso myję, odcinam błony i starannie wklepuję przyprawy. Odstawiam do lodówki na 5 dni. W tym czasie należy obracać schab dwa razy dziennie i odlewać wytwarzające się soki.

Po 5 dniach mięso owijam trzykrotnie w pończochę, zawiązuję ciasno sznurkiem i wieszam na 6 dni w ciepłym i suchym miejscu (np. w pobliżu kaloryfera).



Po 6 dniach suszenia schab jest gotowy do spożycia, należy go przechowywać w lodówce. Najlepiej smakuje pokrojony w cienkie plasterki. Smakuje naprawdę doskonale!

A najlepsze jest to, że to dopiero początek. Już teraz u mnie suszy się szynka, przygotowana w ten sam sposób jak schab, a moja mama po wizycie u cioci (swojej siostry) też zaczęła sobie przypominać przepisy na domowe wędliny, które są w trakcie testowania :)

Więcej przepisów już niedługo :) 

niedziela, 30 listopada 2014

Sezon startowy zakończony... uśmiechem :)

Ten sezon startowy zakończyłam startem w Lubońskim Biegu Niepodległości. Był to sezon bez sukcesów biegowych typu nowa życiówka czy pokonanie najdłuższego dystansu. Wszystkiemu winna jest kontuzja, której nabawiłam się w październiku 2013 roku, a doskwierała mi jeszcze przez pierwszy kwartał tego roku. Kontuzja była ceną jaką zapłaciłam za wiele życiówek w 2013 roku, które osiągnęłam trenując (za?)mocno.

Uśmiech na koniec sezonu jest więc dla mnie sukcesem, wcale nie dlatego, że innych biegowych (np. życiówek, najdłuższy dystans) nie było. Sukcesem jest to, że mogę biegać, bieganie nie boli i znowu jest przyjemnością, co na początku roku nie było dla mnie takie oczywiste. 



W tym roku nie planowałam udziału w zawodach, dlatego lista startów jest skromna. Przeważają na niej biegi na dystansie 10 km, było też kilka krótszych.
Starty, które najmilej wspominam to:

- We Own The Night w Berlinie, 10 km. Bieg tylko dla kobiet organizowany przez Nike. Był to świetny wyjazd w babskim gronie.

- III Cursa Arran de Mar w Colonia de Sant Pere (Majorka), 10 km. Straszny upał (ponad 40 stopni) i wino w pakiecie startowym :)

- Pogoń za Wilkiem w Wielkopolskim Parku Narodowym, 10 km. Piękne tereny, trudna trasa, również gorąco, około 30 stopni, ale po Majorce to bułka z masłem ;)

- Poznań Business Run, 3,8 km. Bieg charytatywny w formie sztafety, organizowany przez Fundację Jaśka Meli Poza Horyzonty.

- Luboński Bieg Niepodległości - 10 km, którym zakończyłam starty w tym sezonie. Wzruszające śpiewanie hymnu przed startem i rogale marcińskie na mecie :)


Doszłam do wniosku, że 10 km to mój ulubiony dystans i chyba w przyszłym sezonie skupię się na "dyszkach". Czy będą jakieś nowe życiówki - nie wiem, najważniejsze żeby był uśmiech :)






wtorek, 23 września 2014

Wyzwanie koktajl

 
 
 
Jakiś czas temu Amica rzuciła mi #WyzwanieKoktajl, które z radością przyjęłam.
Firma przysłała mi tajemniczą przesyłkę, w której znalazłam blender, ananasy w puszcze i list.
 
 
 
Z listu dowiedziałam się na czym zabawa polega, otóż miałam przygotować koktajl, którego składnikiem będzie dołączony produkt, czyli w moim przypadku ananas.
 
 
 
Zmiksowałam przepyszny, bogaty w składniki odżywcze koktajl!

Oto składniki na koktajl (dla 2 osób):- 150 g ananasa (świeżego lub z puszki) ****
- 1 łyżka nasion słonecznika *****
- 330 ml soku z brzozy (mała butelka) – bardzo smaczny i zdrowy sok, gorąco polecam nie tylko do koktajlu ****
- ½ puszki mleczka kokosowego

Wszystko wrzucamy do blendera i miksujemy przez około 1 minutę. Przelewamy do szklanek i gotowe :)
 
 

niedziela, 27 lipca 2014

Pogoń za Wilkiem - relacja z biegu

26 lipca 2014 roku odbyła się druga edycja biegu Pogoń za Wilkiem, organizowanego przez Luboński Klub Biegacza. Jest to bieg przełajowy na dystansie 10 km, trasa prowadzi malowniczymi ścieżkami Wielkopolskiego Parku Narodowego.
źródło: http://www.pogonzawilkiem.lubonskikb.pl/


Nie planowałam startu w tym biegu, ponieważ nienajlepiej znoszę biegi w upale, postanowiłam odpuścić starty w okresie letnim. Tak się jednak złożyło, że pakiet startowy dostałam od Organizatora, nie mogłam więc odmówić ;) A że zwolnił się drugi pakiet, zabrałam ze sobą Anię, która również nie planowała startować, ale zdecydowała się i postanowiła debiutować w tych zawodach.
Umówiłyśmy się na godzinę 8:00 i ruszyłyśmy - kierunek Jeziory, gdzie znajdowało się biuro zawodów oraz start i meta biegu. Zajechałyśmy dosyć wcześnie, nie miałyśmy problemu ze znalezieniem miejsca do zaparkowania samochodu, również pakiety startowe też odebrałyśmy bez najmniejszych problemów.


Pakiet startowy dla odmiany nie zawierał całej sterty makulatury, lecz bardzo przydatne rzeczy:
- daszek
- lampkę czołową led
- opaskę odstraszającą komary o wdzięcznej nazwie "Bzyk Faktor"
- napój izotoniczny
- mapę "Aktywna Trójka" zawierającą trasy trzech aktywności (biegi, nordic walking i narciarstwo biegowe) po Wielkopolskim Parku Narodowym
Całość zapakowana została w praktyczną ekotorbę.
Muszę przyznać, że dawno nie dostałam tak fajnego pakietu startowego :)


Na miejscu dołączyła do nas Zosia z Kobiety Biegają i razem poszłyśmy na start. Od samego rana było bardzo gorąco, bezchmurne niebo i pełne słońce raczej nie zapowiadały ochłodzenia. Pocieszałyśmy się tylko tym, że bieg odbywał się w całości w lesie, więc cień drzew ochroni nas przed słońcem. 


W oczekiwaniu na start
Z Anią ustaliłyśmy, że ponieważ to jej debiut w zawodach, w dodatku specjalnie się do niego nie przygotowała (decyzje o starcie podjęła na dwa dni przed biegiem), pobiegnę z nią, jej tempem. W związku z tym ustawiłyśmy się z tyłu, aby zawodnicy biegnący szybciej nie musieli nas wyprzedzać. Bieg wystartował zgodnie z planem, czyli o godzinie 10.00 i o tej godzinie po raz ostatni widziałyśmy Zosię ;)

Biegłam tempem treningowym, więc mogłam podziwiać widoki. Trasa była piękna, ale bardzo wymagająca. Było błoto, kałuże, piasek, kamienie i wystające korzenie. Upał też dawał się we znaki, pomimo, że nie biegliśmy w słońcu. Jakby tego było mało, na trasie było mnóstwo podbiegów, nie potrafię powiedzieć dokładnie ile, bo po piątym straciłam rachubę :) Nawet przed samą metą był stromy podbieg, na którym zużyłam siły, które zwykle mam na szybki finish ;)


Trasa biegu - WPN
Mimo tak trudnej trasy, Ania biegła bardzo dzielnie. Udało nam się trzymać stałe tempo 6:30 - 7:00 min./km. Ważne dla nas było, aby przebiec całą trasę - bez konieczności przechodzenia do marszu. To nam się udało, maszerowałyśmy tylko dwa razy, na punktach odżywczych, aby porządnie napić się wody i troszkę ochłodzić. 



Na mecie czekały na nas medale, woda i przepyszne drożdżówki. Tak mi smakowały, że zjadłam dwie.

Jestem z Ani bardzo dumna, ponieważ to pod moim okiem stawiała w marcu swoje pierwsze biegowe kroki. Zaczynałyśmy od marszobiegu, stopniowo wydłużając dystans i zwiększając intensywność. Nie spodziewałam się, że tak szybko wystartujemy razem w zawodach :)

W dniu startu Ania obchodziła imieniny, mam nadzieję, że dzięki temu, że tego dnia zdobyła swój pierwszy medal, będzie je długo pamiętać!



Wielkopolski Park Narodowy to nie tylko las, to również jeziora. A po biegu w upalny dzień nie ma nic lepszego niż chłodząca kąpiel w jeziorze! :)



wtorek, 22 lipca 2014

Jak biegać w upale?

Temperatury za oknem tropikalne, upał trudny do wytrzymania, ale przecież nie ma złej pogody do biegania, są tylko słabe charaktery? ;)
A tak całkiem poważnie, biegać można w każdej pogodzie, trzeba się tylko odpowiednio przygotować i słuchać własnego organizmu.

Jeśli chodzi o bieganie w upałach, warto przestrzegać kilku zasad:

1. Pić odpowiednią ilość płynów (woda, herbatki ziołowe i owocowe, herbata zielona, biała, czerwona). Pić należy małymi porcjami przez cały dzień (nie tylko podczas treningu). Łącznie w ciągu dnia powinniśmy wypić 2 - 2,5 litra płynów.

Trzeba pamiętać, aby napój zabierać również na trening, nawet jeśli wybieramy się na krótki dystans. Na rynku dostępna jest cała gama "gadżetów", służących do zabierana napoju na trening - pasy z bidonami, plecaki z bukłakiem, bidony zaprojektowane tak, aby łatwo było je trzymać, ale tak naprawdę wystarczy zwykła, niewielka butelka.
Aby uzupełnić mikroelementy, których pozbywamy się z potem, zamiast wody można wybrać naturalny izotonik, który bardzo łatwo przygotować wg poniższej receptury (proporcje są bardzo ważne).

DOMOWY IZOTONIK
- 1,5 litra wody mineralnej
- sok z całej cytryny
- 1/3 łyżeczki soli morskiej (ważne, żeby użyć właśnie morskiej soli).

Do bidonu polecam nalewać napój przecedzony przez sitko, żeby pestki lub cząstki cytryny nie zatykały ustnika.

2. Po dłuższym biegu (godzina i więcej) warto dodatkowo wypić porcję elektrolitów. Cały wachlarz przeróżnych znajdziemy w aptece. Przerobiłam kilka, najbardziej polecam tabletki musujące Litorsal, firmy Zdrowit. Mają przyjemny smak (co nie jest normą w przypadku tego rodzaju specyfików), ponadto można je bez problemu przygotować i wypić po zawodach - zajmują mało miejsca, szybko się rozpuszczają i nie trzeba ich mieszać.


3. Wybierać odpowiednią porę biegu. Nie polecam biegania w środku dnia, a już na pewno nie w pełnym słońcu. Śpiochy będą niezadowolone, ponieważ naprawdę w takie upały najlepiej biega się wcześnie rano - około godziny 5 - 6. Powietrze wtedy jest w miarę rześkie, a słońce jeszcze nie przygrzewa mocno. Kto jednak woli pospać, może wybrać leśne, zacienione dukty lub czekać do zachodu słońca - ale wówczas jest ciemno, więc zostaje bieganie po oświetlonych chodnikach. W przypadku drugiej i trzeciej opcji można przy okazji najeść się muszek i innych owadów, które również wolą las i wieczorową porę ;) 

4. Ważna jest też odpowiednia odzież. Najlepiej wybrać lekkie, luźne i przewiewne rzeczy, przeznaczone specjalnie do biegania. W każdym razie niewskazane jest zakładanie ubrań wykonanych z bawełny. Warto rozważyć założenie czapki - choć w przypadku tej części garderoby zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że chroni przed słońcem i zapobiega udarowi, inni - że ciało podczas wysiłku schładza się w dużej mierze przez głowę, a czapka to uniemożliwia. Ja wolę bez czapki, za to w cieniu :)



5. Upał to trudne warunki do biegania, a każdy trening w warunkach trudniejszych niż te, w których biega nam się komfortowo, jest mocniejszą jednostką treningową, która w przyszłości zaprocentuje, nawet jeśli dostosowując trening do warunków, skrócimy dystans lub pobiegniemy wolniejszym tempem. Podczas upału, patrzymy bardziej na tętno, a nie na tempo czy dystans. Bieganie nie ma być udręką :)

Wszystko powyższe wypróbowane na sobie i działa! Nie pozostaje nie innego, tylko buty na nogi, picie do ręki i w drogę!


środa, 30 kwietnia 2014

Biegowa majówka w górach

To już dziś! Wyjeżdżam na mój pierwszy obóz biegowy i to w górach! Nigdy w cześnie nie byłam na obozie biegowym i nigdy wcześniej nie biegałam w górach! Wyjazd organizowany przez Night Runners, więc będzie wesoło :) Bardzo się cieszę, jednocześnie jestem trochę zestresowana, ponieważ nie bardzo wiem czy zabieram wszystkie potrzebne rzeczy...

Poniżej krótka lista, jeśli komuś przyjdzie coś jeszcze do głowy, proszę pisać :)

Ubrania do biegania.


Pogoda w górach bywa kapryśna, więc biorę rzeczy na upał i na chłód oraz kurtki chroniące od wiatru i deszczu (niestety nie mam jednej, uniwersalnej). Ponadto:
- opaska w razie wiatru
- czapka z daszkiem w razie słońca
- czołówka też się przyda - przynajmniej jeden trening zaplanowany jest po zmroku (w końcu Night Runners)
- sztyft przeciwko pęcherzom oraz plastry na pęcherze

Buty do biegania w terenie.



Zakupione specjalnie na tę okazję Adidas Kanadia Trail 6. Buty trailowe przeznaczone do biegania nawet w bardzo trudnym i zróżnicowanym terenie. Dzięki zastosowanej technologii TRAXION buty zapewnią doskonałą przyczepność do każdego rodzaju podłoża. To mówi producent - zweryfikujemy :)

Last but not least: 
Plecak z bukłakiem.


Jest to nowość dla mnie. Nigdy wcześniej nie biegałam z plecakiem, więc trochę się obawiam czy będzie mi wygodnie, czy nie za bardzo będzie grzało w plecy, czy nie będzie za ciężko itp. W planach wyjazdowych jest 20 - 30 kilometrowa wycieczka biegowa, której nie wyobrażam sobie bez plecaka. Łatwy dostęp do wody, możliwość spakowania lekkiej kurtki i czegoś do jedzenia jest ważniejsze niż wygoda.

Zabieram też "zwykłe" buty do biegania, ponieważ w planach jeden trening na stadionie. Partnerem wyjazdu jest firma Agisko, która zapewni nam żele, napoje i batony energetyczne, więc takie specyfiki też będą.

Czy potrzebuję czegoś jeszcze?